poniedziałek, 15 maja 2017

Cristina






Have some fire.
Be unstoppable.
Be the force of the nature.
Be better than anyone here, and dont give a damn what anyone thinks.
There are no teams here, no buddies. You are on your own. Be on your own. 
I will

Dear lost one.


Dear Lost One.

I'm writing this because I'm just tired.
I'm writing this to you because I can't do it anymore.
I'm writing because enough is enough and I want to say goodbye.

Many years have passed, many ups and downs which were mostly my fault, but I can't cope with this one. I'm not strong, as I used to. I'm not invincible as I used to.
A few years ago I was in charge of my relationships. I was giving out the cards and deciding what I want to do. I felt loved and my intention was never to be self-centered. I just loved to feel loved. I still do. However, I've made a mistake, and then another one and I've lost you.
You stopped calling, you stopped writing every day, you stopped loving me the way I love you. You stopped being my best friend. Now you are living day by day happy, and I'm living every day in pain needing someone, needing you.
You are not the reason for my feelings and tears, it started before our problems. Actually, our problems happened because of it. I was alone when I shouldn't be. I was alone when I thought I will never be, and that's why I've failed you.
I'm not trying to find a reason for my behavior because it was my fault. It still is.

Now I'm not invincible, I'm now vulnerable and scared. I was begging you to come back, but I see now that it will never happen. You made me weak, and you loved me strong. I'm not capable of being that, as long as I will hate myself for losing you.
For months in living in this limbo trying to glue the glass that I've broken. I've almost done that actually, but it's not a glass anymore. Is glued, sticky surface, that will never be transparent again.

My lost one, I want to say goodbye. I can't hold on to that pain much longer. I have to give you up in order to finally recover. I can't live on your mercy forever, praying for your attention. You have new friends now, and you can be sure that I will always be jealous of them. However, I need someone who will want me even for a little while. I acknowledge it was my fault but now I can't get you back and die inside in the process.
I want to become that person that I will be proud to be. I want to do my things, not just be jealous of yours. I want to be strong again.
Please remember that I will always love you, and when you I will always have your back. I just need to have my back as well.

with love, xxx

wtorek, 2 maja 2017

Hello, is this thing on?

Czasami nasze słowa są zbywane, traktowane jakby nie były niczym ważnym. W moim przypadku przez rodziców, przez rodzine, przez siostrę i niestety przed osoby, które nazywam przyjaciółmi.
Myśle ze dlatego serio pisze, ponieważ wtedy rzeczywiste słowa  pojawiają się przedemna, wtedy są i nie da się ich nie usłyszeć, nie uciekają i nie rozpływają się w powietrzu.  Nie mogą być przyćmione przez obecność telefonu komórkowego lub telewizora, a tym bardziej przez obecność innej ważniejszej osoby.
Często mówię głośno bo chce być usłyszana, kocham być słyszana, ale nie w sposób ogólny, kocham być słyszana w pełnym znaczeniu tego słowa, docierająca do głębi tego wszystkiego.
Właśnie siedze w pokoju osób z których tylko jedna osoba mówi w moim języku, reszta nie zna mojego języka, a ja nie znam ich. I w sumie dobrze mi, ponieważ jest dokładnie tak samo jak zawsze. Z tym, że oni nie udają, że słyszą, a ja nie muszę naiwnie wierzyć, że tym razem usłyszeli.
Wiec myśle, że dlatego zawsze chce pisać. Liczę, że ktoś to przeczyta i może wróci do tego, może śledząc wątki niektórych bohaterów zobaczy wreszcie co mam do przekazania i serio pojmie.

piątek, 14 kwietnia 2017

+

Zbyt jasna, pusta poczekalnia. Troche tak widzę swoje życie. Czekam, wiecznie czekam, ponieważ nigdy nie jestem gotowa gdy okazja przychodzi. Nigdy nie jestem w stanie wejść do gabinetu, gdy przez głośniki rozbrzmiewa moje nazwisko.
Wiem, że gdy tam wejdziesz jestes o krok do przodu, jednak coś mnie blokuje. Zaznajomiona z tym korytarzem może unikam nieznanego, a może po prostu lepsze znane i stare cierpienie, niż nowy i cięższy przeciwnik?
Czuje się zamknięta, mimo, że drzwi są otwarte. Jestem więźniem, ale też strażnikiem. Bezczynnie czekam na to który złamie się pierwszy, wiedząc, że są jedną i tą samą osobą.

czwartek, 30 marca 2017

Hello, long time no see.

Witaj! Miło mi cię znowu widzieć. Moge szczerze powiedzieć, że myslałam o tobie prawie każdego dnia, ale nie miałam słów, ani odwagi aby je wypowiedzieć (napisać?) A więc co u mnie? Skomplikowanie...
Znasz ten moment w życiu, gdy wszystko się posypało, a dzięki temu w coś uformowało? Zamek się zawalił, ale z gruzów stworzyły sie piękne ruiny. Od czego by zacząć?
Spotkałam lekarkę, która jako pierwsza od lat... siedmiu, chce mnie wyleczyć. Kobieta jako pierwsza nie wysyła mnie na bezsensowne badania, ale po prostu zabiera mi wszystkie wyniki i wysyła do siebie do szpitala, aby trzymać mnie tam do momentu gdy dowie się co dokładnie jest ze mną nie tak.
Nawet nie wiecie jakie to odświerzające! To jest przepiękne, gdy po tylu latach wgl ktoś chce tego dotknąć i podejmuje się rozwiązania zagadki. Kobieta momentalnie stała się moim bohaterem i nie moge uwierzyć, że ją znalazłam.
W przeciągu 7 lat byłam u dziesiątek lekarzy i zauważyłam w polsce pewien trend do tego, że lekarze chcą jak najszybciej dać ci rozwiązanie, zwalić to na cokolwiek i zlecic dalsze badania, tylko po to, aby dać ci jakąkolwiek odpowiedź. Nie TĄ, ale JAKĄKOLWIEK. Zostałam skierowana do jej szpitala z podejrzeniem guza nadnerczy i jakąś chorobą na H, która jest związana z hormonami. Zabrali mi skierowanie, co w sumie jest dobrym ruchem, ponieważ nie moge tego w kółko googlować. Nie zrobione zostało jeszcze nic, a ja już czuje się o krok bliżej rozwiązania zagadki. Znalazłam mojego własnego doktora House'a i ufam mu na tyle, że nie martwie się co będzie.

To wszystko i szereg objawów z tym związanych pomogło mi w dostrzeżeniu kłamstwa w niektórych ludziach. Niektórzy traktują mnie jak jajko i jedyne urywki rozmów z nimi dotyczą szpitala, niektórzy zwalają wszystko co robie na objawy i mimo tego, że sama czuje, że się gubię, to dają mi do zrozumienia, że jestem wariatką i wszystko jest winą moją i mojej choroby. Każde słowo, każda kłótnia i każde moje zdanie. Boją się mnie i wszystko odbierają jak atak od momentu gdy im powiedziałam. W sumie pod tą drugą kategorie podpadają osoby, których bym nigdy o to nie podejrzewała. Chciałabym w sumie cofnąć czas i nigdy im tego nie pisać, ponieważ wtedy nie miałabym tak złamanego serca. Pojawiła sie jego część, która stworzyła wielki dystans do tych osób, ponieważ teraz powini być przy mnie i za mną, tak jak ja za nimi zawsze byłam.
Paulina okazała się ciekawą postacią w tym wszystkim, ponieważ chwilowo z nią pracuje. W sumie jej jedynej miałam opcje wytłumaczenia dokładnie co czuje gubiąc się w samej sobie. Nie wierze, że doszło do sytuacji, że nikt nie chciał się mną zająć na tyle, że to ona została. Wgl nie patrzy na mnie inaczej i myśle, że mimo tego, że się tłumacze nie bierze tego do siebie. Nie obniża mi poprzeczki, tylko po prostu słucha. Tylko tego potrzebowałam.
Paulina jest dziwną postacią w moim życiu, ale jest tu gdy potrzebuje tego najbardziej, a tego nigdy się nie zapomina. Od niej w każdym razie nie usłyszałam tekstów "i tak wiesz, że mam w tej chwili racje" Życie jest moje i szczerze jeśli myśle, że mam racje to tak myśle. Moje myśli nie są zależne od emocji.

Poza tym zaczęłam prace w starbucks. Jest dziwnie, ponieważ widzę, że ani jedna osoba tam do mnie nie pasuje. Początkowo chciałam się podpasować, ale szybko rozniosło się, że Paulina mnie poleciła więc widocznie jestem jak ona i ludzie zaczeli mnie oceniać negatywnie.
I w tym momencie przestało mnie to obchodzić, ponieważ nie są wielką częścią mojego życia. To tylko praca. Tak jak liceum, kiedyś minie i zapomnę wgl o tych ludziach. Nie mają oni żadnego wpływu na moje życie.

Poznałam też mega ciekawego chłopaka. Gościu jest scecyficzny i w pewnym momencie rozczarował mnie jak nikt inny, potwierdzając wszystko co skrycie myślałam o facetach. Z kolejnej strony ciesze się, że napisałam mu, że w takim razie koniec naszej znajomości, a on chciał wszystko odkręcić. Zazwyczaj ja chce odkręcać, więc to było miłe. Łukasz z kolei poddał się na mnie, a Wojtek chce... Bóg wie czego, bo raz mnie lubi, a raz praktycznie wyprasza. I dziwie się, że jestem sama, w sumie się nie dziwie. Jezu jacy inni ludzie się dziwni.
Póki co tylko to przychodzi mi do głowy, więc na tym zakończę. Czyżby był to pierwszy post w którym nie narzekam? Może :D A co u Ciebie?

Niedziela

Nie mogę napisać, że wszyscy ludzie są tacy sami, ponieważ nienawidze generalizacji. Jednak pod jakimiś względami są. Każdy chce być akceptowany. Każdy chce być kochany. Każdy chce do czegoś dążyć.

wtorek, 8 listopada 2016

8/11-bad day

Czasami wszystcy potrzebujemy przerwy. Mam takie dni w których w momencie otworzenia oczu wiem, że jej potrzebuje. Dzisiaj jest ten dzień. Wstałam o idealnej godzinie aby iść na basen, albo biegać, a jednak tego nie zrobiłam. Nie mogłam zasnąć, a jednak tego nie zrobiłam.
Podświadomie po prostu czuje się źle i nie ma to żadnej przyczyny.
Pojechałam na kampus mimo wszystko i jak zwykle nie miałam zadania na pierwsze zajęcia... Jednak tym razem to było coś więcej. Po prostu nie chciałam tak bardzo w czymkolwiek uczestniczyć, więc uciekłam. Nie minęły jeszcze te zajęcia, a ja już siedze w Green Nero Cafe i pisze. Wciąż czuje się źle, ale przynajmniej teraz jestem w otoczeniu, w którym lubie być.

W każdym razie co u mnie? hmm... Zaczęłam znowu rozmawiać z Pauliną. Dziewczyną, która tyle razy mnie oszukała, która złamała mi serce i która sprawia, że zaniedbuje wiele rzeczy. Jednak czy to źle?
Nie czuje się przy niej źle, czuje się przy niej chciana i kochana... Myśle, że utwierdziła mnie w tym ta niedziela. Byłam umówiona z nią i z jej chłopakiem do kina na "Inferno", które bardzo chciałam zobaczyc, ale niestety nie mogłam pójść. Miałam w życiu wiele przyjaciół, ale w sumie nikt nigdy nie odwołał całego spotkania, ponieważ ja nie mogłam iść. Zrobiło mi się tak niesamowicie miło, że stwierdziłam, że pewnie znowu jej coś odwali, ale ja będe na to gotowa. Póki co chce cieszyć się czasem razem z nią.
Mam wrażenie jednak, że ostatnio widze ją za często. Zaczynam znowu siedzieć calymi dniami w kawiarni i rezygnować ze szkoły, co dobre nie jest. Dlatego ten post ma date i nazwe "dzień przerwy" - będe dbała aby chodzić na zajęcia i wypełniać obowiązki :) W każdym miesiącu będe mogła mieć jeden taki dzień i będe się zmuszała do chodzenia. W końcu nie miałam z tym problemu, aż do teraz.


Jednak źle się czuje i jest to fakt. Nie wiem czy to mleko na śniadanie było przeterminowane, czy coś, ale serio mam dziwne uczucie w żołądku i nie moge się go pozbyć.
Musze ułożyć sobie szkołe wreszcie... Musze zdać to prawojazdy... Musze tyle rzeczy i chyba właśnie ten dzień z tego się wziął. Potrzebowałam się zatrzymać.
Jednak mimo tego, że nie ma mnie na zajęciach to ja wciąż mam prace i przemęcze ją. Pójde też do lekarza, aby mieć chociaż ten dzień usprawiedliwiomy i mam w planach pobiegać pomiędzy. Powinno mi to pomóc, jakiś w końcu powrót do mojej rutyny.